W pobliskim zakładzie fotograficznym zarobiłem swoje pierwsze pieniądze. miałem wtedy siedem lat. chciałem koniecznie kupić sobie zabawkę, bo na podwórku wszyscy coś przynosili do zabawy, tylko ja nie miałem czym się pochwalić. cóż, takie życie, że mnie nie rozpieszczało, a ja mimo, iż miałem małe problemy, to dla mnie stanowiły one wielkie zmartwienie. co zatem było robić, musiałem szukać sposobu, by zarobić. stałem więc któregoś popołudnia przed witryną tego zakładu i wpatrywałem się w stojące na wystawie ramki na zdjęcia, kolorowe obrazki jakie tworzył starszy pan pracujący tam od bardzo dawna. wpadłem na pewien pomysł. pamiętałem, że kiedyś znalazłem na strychu, myszkując tam dla zabawy, skrzynię pełną staroci. nie wiem, czy były one po babci, czy stanowiły jakieś ważne pamiątki. wiem, że były dla rodziców ważne, bo kiedy wreszcie zdobyłem kilka złotych i kupiłem najfajniejszego konia na biegunach, którego wszyscy mi zazdrościli, mama nie była zadowolona.
nie dlatego, że zdobyłem konia na biegunach, ale, że zdobyłem go kosztem pamiątek, sprzedanych w zakładzie fotograficznym. szczególnie cenne okazały się srebrne ramki do zdjęć, które mama dostała na komunię.